can't brain today

Used to be an atheist

... until I realised I was god.

W październiku zima nie zaskoczyła drogowców
can't brain today
[info]sonnentau
Widziałam więcej odśnieżarek na ulicach niż w lutym, lol. Ale może to moje szczęście.

Ale ja nie o tym.


Postanowiłam upiec ciasto. Znalazłam przepis (na whiteplate), wyciągnęłam jajka, poodmierzałam cukier-puder i masło. Umyłam i pokroiłam śliwki. Pooddzielałam żółtka od białek, zrobiłam kogel mogel i sztywną, bezowatą pianę. Zaczęłam mieszać kogel-mogel z pianą i masłem...

I właśnie w tym momencie zorientowałam się, że w domu nie ma ani grama mąki.

Po paru minutach panikowania zrobiłam mąkę z nerkowców. 

I lepszego ciasta jeszcze w życiu nie upiekłam. Wyszło przepyszne, nawet jeśli dość niskie. Robię w weekend więcej. 
Tags:

Uff, czyli merlin s2x2
I'm a monster
[info]sonnentau
spojleeeryyy )

Merlin s2x1 - impresje
can't brain today
[info]sonnentau
Pod cutem spoilery i marudzenie. Ostrzegałam. :p )


Ale ogólnie było fajnie, chcę drugi odcinek. :D
Tags:

Tajemnicę szlag trafił
can't brain today
[info]sonnentau
Musiałam się w końcu wygadać rodzicom, że dostałam się na drugi kierunek. Nie jestem pewna, czy mnie przypadkiem w to nie wmanipulowali, bo zbyt dobrze przyjęli wiadomość o - khem - mongolistyce i tybetologii, halo? - no i jednak tata sam proponował japoński i chiński, zanim straciłam cierpliwość i się przyznałam... Ale jednak, tajemnicę szlag trafił. Chyba mi trochę lżej teraz. Jednak łatwiej będzie nie kryć się z godzinami zajęć, wychodzenia i wracania z domu i tym podobnymi.

Ale, co jeszcze dziwniejsze, spotkałam się z aprobatą. Pierwsze było zdziwienie - "a niby co z czymś takim potem robić", ale po przedstawieniu przeze mnie argumentów pojawiło się zrozumienie. Widać mój plan jest naprawdę genialny. I bardzo tajemniczy. Mwahahaha. Ale proszę, jeśli kierunek niemal krzyczy "mniejszości narodowe Chin", to tematyka, jaką można się zajmować całe życie, jest oczywista.

A prawo... Cóż za wspaniały pomysł miałam, idąc na ten kierunek. Naprawdę. Jestem z siebie dumna. Jeśli dożyję końca tych studiów, to już nic mnie nie zabije; będę nieśmiertelna, niepokonana. Rili. Teraz tylko trzeba przeżyć.

Obie poprawki niezaliczone (trochę deprymujące jest, że nic nie pamiętam po miesiącu intensywnej nauki - to serio była intensywna nauka, ja już bardziej nie umiem), a w regulaminie jest, że komis może być tylko jeden, i warunek może być tylko jeden. Dodać do tego winowajcę, na którego postanowiłam zwalić swoje problemy z brainowaniem i posiadaniem dumba (- znaczy proszki, w których działaniach niepożądanych dopiero po ponad trzech miesiącach brania doczytałam się zaburzania pamięci i koncentracji, nie mówiąc o wywoływaniu zmian nastrojów, depresji a nawet pociągu do samobójstw. o_O Problemem jest to, że jak nie biorę proszków, to boli mnie głowa, więc i tak nie mogę się uczyć. To się chyba nazywa pat -_-') i wychodzi, że nie mam najmniejszych szans nauczyć się na tego jednego komisa, od którego zależy warunek. Nawet, jeśli by komisja była super-łagodna i rozumiejąca, ja chyba powinnam powiedzieć cokolwiek, prawda?

No więc, super-plan na najbliższy rok to: powtarzać drugi rok (znaczy niezaliczone dotąd przedmioty), składać podanie do dziekana o możliwość chodzenia na zajęcia trzeciego roku (jak mi nie podpisze, to rozpocznę okupację jego gabinetu, więc musi mi podpisać), no i jednocześnie uczyć się mongolskiego i tybetańskiego. Ten trzeci rok jest oczywiście negocjowalny, zależy od moich chęci.

Tym bardziej, że właściwie to wychodzi na to, że ja się teraz powinnam leczyć na stres i poodpoczywać. I powinnam się nauczyć oddychać. Bo jak się czymś fascynuję, albo stresuję, to zapominam, że powinnam oddychać. I tak sobie tym ociupinkę krzywdzę mózg. Diagnoza pochodzi od lekarki mongolsko-tybetańskiej, i jest w bardzo ciekawy sposób spójna ze wszystkimi kawałkami diagnoz, jakie dostawałam od miliona różnych lekarzy do tej pory. Fragmenty, które "zachodni" lekarze w swojej specjalności wypatrywali po długim i upartym szukaniu z wykorzystaniem skomplikowanych technicznie urządzeń, jedna "wschodnia" lekarka po pół godziny rozmowy i zbadaniu pulsu znalazła, połączyła w całość i dodała motywującą przemowę w promocji.

Trochę straciłam wiarę we współczesną medycynę.
 


Będę wicca
can't brain today
[info]sonnentau
Profesor od postępowania administracyjnego musiałaby być ślepa i chora, żeby mnie przepuścić, ale może będzie. Jest szansa. Na dwa pytania z czterech napisałam coś chyba obok tematu o_O, a na kolejne dwa z czterech właściwie nie wiem, co napisałam, bo czułam się jak na haju. Jak ja kocham swoje egzaminacyjne nastroje.

Ale ekshibicjonizmu ciąg dalszy: kupiłam sobie pierwszy PRAWDZIWY stanik. Zostałam obmierzona przez panią w prawdziwym sklepie, i wyszło 75G. Albo 70 GG/H, jeśli się przyzwyczaję do 75 i będę chciała zacieśnić obwód. Oh well. Trochę jak gorset na początku ;), ale... pierwszy raz od podstawówki mogę podskakiwać i nie bać się, że sobie zęby powybijam. Matko, jaki komfort. No i ładny stanik. Tylko trzeba się nauczyć go montować.

A jutro prawo karne. Jestem przygotowana na egzamin - kupiłam wahadełko! Prawdziwe, w sklepie ezoterycznym! Miało być w ramach żartu, że haha, usiądę w pierwszym rzędzie i będę wahać... Ale wypróbowałam je już na testach, które sobie wcześniej znalazłam i które mnie zdołowały. Efekt?

... Nad prawdziwymi odpowiedziami wahadełko krąży, nad fałszywymi chodzi ruchem wahadłowym. o_O Pani powiedziała, żebym trzymała wahadełko w skórzanym woreczku, żeby nie łapało cudzych energii i ją zlałam, ale teraz chyba poświęcę trochę czasu na znalezienie kawałka skóry. Nawet śniadanie do łóżka zrobię. Mój skarb! Rozwiąże mi test! O_O

prawie podobne
can't brain today
[info]sonnentau
Skończyłam dzisiaj rano "Wpuść mnie" Johna Ajvide Lindqvista. Nie mogłam tej książki czytać w nocy - bałam się wyjść z łóżka.

Teraz wzięłam do ręki "Księżyc w nowiu" Stephenie Meyer. Przeczytałam opis z tyłu - "połączenie romansu z trzymającym w napięciu horrorem".

I okazuje się, że i to horror, i to horror. I tu wampir, i tu wampir. Właściwie i tu romans, i tu romans. I tu nielubiany przeez otoczenie główny bohater, i tu (jeśli ktoś pamięta, że na początku Stephenie napisała coś w stylu, że bohaterka jest taka niepopularna, bo ciapowata).

Tylko że po "Księżyciu w nowiu" parodie same się wymyślają, a "Wpuść mnie" było drugą książką po "Wehikule czasu" Wellsa, którą bałam się czytać. 

czuję się jak transformers.
can't brain today
[info]sonnentau
ekshibicjonizm staniczny )

Jacyś religioznawcy z zamiłowania na fliście?
made of awesome I am
[info]sonnentau
Szukam jakiegoś fajnego leksykonu religii świata. Żeby było ich dużo, skrótowe informacje na temat każdego najmniejszego pomysłu, jaki się kiedykolwiek pojawił (rozszerzone to sobie mogę gdzieś indziej wyszukać, jak będę miała podstawę). Właściwie to potrzebne mi jest coś pomiędzy religią a kulturą, chcę stworzyć parę (-naście? -dziesiąt?) sylwetek różnych ludzi w różne rzeczy wierzących i potrzebna mi jest wiedza, w co da się wierzyć. Ktokolwiek słyszał, ktokolwiek wie?

Skrót wakacji
made of awesome I am
[info]sonnentau
Nie mogę się zebrać do naklikania porządnej notki, zrobię punkty.

1. Tydzień w Kucharach był niesamowity. Medytacja, nauczyciele, poznanie masy nowych, niesamowitych ludzi. Poza małą niespodzianką, która mnie trochę wyprowadziła z równowagi, było genialnie. I nawet pomimo tego, że dopóki w Kucharach nie pojawili się lama i Karmapa, to lało non stop (jak przyjechali, to przestało. Jak wyjechali, zaczęło z powrotem), a ja musiałam w którymś momencie jechać do Płocka po kalosze. Było genialnie. Nie mówiąc już o tym, że od gimnazjum miałam takie poważne, choć niesprecyzowane marzenie, żeby zostać bodhisattwą - a teraz złożyłam obietnicę bodhisattwy. Normalnie dreams come true.

2. Miesiąc w Konstancji był trochę mniej fascynujący, głównie z racji najazdu rosyjskiej złotej młodzieży na Niemcy i konieczności chowania się przed jej przedstawicielami po jakichś ciemnych kątach... Ale sprecham, cel osiągnięty. To jest możliwe!

3. Uczę się do poprawek, rozwalę je w drobny proszek. Postępowanie administracyjne jest właściwie obcykane, pozostaje dogłaskać szczegóły, ale nauka, zamiast mrzeć w konwulsjach, nareszcie jakoś idzie, a nawet momentami posuwa kurcgalopkiem. Karne jest trochę bardziej zastanawiające... Ale po otrzymaniu kopa od lamy odkryłam zalety biblioteki i nie wiem, czy to jest jego błogosławieństwo, czy moja autosugestia, ale działa - więc korzystam. A od wtorku buw będzie wreszcie otwarty przez cały dzień, a nie marne siedem godzin.

4. Przyjęli mnie na mongolistykę i tybetologię. 

5. Przestrzeń ma zajebiste poczucie humoru, naprawdę. Im bardziej myślę, że dobrze mi jest być singlem, tym więcej dookoła zainteresowanych, romantycznych panów. Oh, give me a break. I czemu romantyczni, do jasnej anielki? Ja chcę zimnego drania, z którym się będziemy nawzajem ignorowali przez większość czasu i będzie nam dobrze. A nie kumpla, któremu coś się pomyliło i nagle uznał, że my chyba powinniśmy być razem, a mnie należy zasypać czułościami. Brr.

6. I powtórzę - przestrzeń ma zajebiste poczucie humoru. Gdzie nie spojrzeć, tam żarcik. A ja i moje przypadki jesteśmy jednym wielkim żarcikiem. Ostatnio coraz trudniej powstrzymywać się od rotflowania w najdziwniejszych miejscach.

Wewnętrzne Nie raz jeszcze przejęło władzę
can't brain today
[info]sonnentau
Tym razem moje Wewnętrzne Nie sprzeciwia się jedzeniu. Przez ponad tydzień odżywiałam się owsianką instant z racji bolącego zęba i chyba odzwyczaiłam się od jedzenia... Teraz czuję, że jestem głodna, ale jak patrzę się na jakiekolwiek jedzenie, to jedyne, co umiem pomyśleć, to "nieeeeeee... eee..."

Jestem anty-jadkiem.

Jakaś metoda na oszukanie nie-głoda?
Tags:

You are viewing [info]sonnentau's journal